Port w Ustce nie jest ani największy, ani najsławniejszy; pozornie nic nie predestynuje go do roli kluczowego węzła komunikacyjnego – jednak w niedługim czasie ten stan może ulec zmianie. Położenie geograficzne oraz modernizacja infrastruktury sprawiają, że znaczenie (zwłaszcza militarne) Ustki mocno wrośnie.
Polska i NATO
Wydarzenia ostatnich tygodni każą stawiać pytania o bezpieczeństwo krajów europejskich, w tym Polski. Stany Zjednoczone przestały pełnić funkcję sympatycznego Wujka Sama i coraz częściej mówią o siłowym przejęciu Grenlandii siłą oraz o konieczności samodzielnej obrony Europejczyków przed ewentualnym atakiem.
Słynny artykuł 5 NATO (atak na jednego członka NATO jest równoważny z atakiem na cały sojusz), przez lata przedstawiany nam jako gwarant bezpieczeństwa, teraz okazuje się jedynie luźną sugestią dla sojuszników. Krótko mówiąc: trzeba mocno zrewidować kwestię naszego bezpieczeństwa. I trzeba to zrobić na wczoraj.
Co ma do tego Ustka?
Jak się okazuje, bardzo wiele – atutami usteckiego portu są zarówno jego uwarunkowania geograficzne, jak i przyszłe możliwości techniczne.
Ustka leży w środkowej części wybrzeża, a przy tym nie jest tak obciążona ruchem statków, jak większe porty. Co więcej, „po sąsiedzku” znajduje się poligon Wicku Morskim oraz Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej. Gdyby trzeba było szybko i sprawnie przerzucić wojsko albo zaopatrzenie, będzie to znacznie prostsze, niż działanie z większych, ale też bardziej obciążonych węzłów komunikacyjnych.
Na dodatek w minionym roku Urząd Morski w Gdyni podpisał umowy na modernizację usteckiego portu; przebudowa falochronów i modernizacja części nabrzeża stworzą nowe możliwości, które zostaną zrealizowane ze środków Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO). Inwestycje te będą mieć podwójne zastosowanie: przydadzą się nie tylko w razie ewentualnej wojny, ale też odciążą inne polskie porty w czasach pokoju.