Jeszcze do niedawna tego rodzaju spekulacje były domeną zwolenników teorii spiskowych – teraz jednak sytuacja uległa zmianie. Jak informuje PAP, rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt powiedziała wczoraj: „Prezydent USA Donald Trump i jego zespół omawiają różne opcje, by pozyskać Grenlandię, w tym użycie sił zbrojnych”.
Breaking bad?
Politycy lubią mówić o wartościach, światowym porządku i współpracy. W polityce międzynarodowej nie ma jednak sędziego, więc z natury jest ona systemem anarchicznym. Dotychczas mogliśmy odnieść inne wrażenie, bo USA zachowywały się trochę jak szeryf świata. Co jednak się stanie, gdy to właśnie szeryf postanowi użyć przemocy?
Zarówno wydarzenia ostatnich dni, jak i deklaracje Białego Domu pokazują jasno, że Amerykanie biorą pod uwagę wykorzystanie siły. Pani Leavitt powiedziała: „Prezydent i jego zespół omawiają szereg opcji dotyczących sposobu realizacji tego ważnego celu polityki zagranicznej, a wykorzystanie sił zbrojnych USA jest oczywiście zawsze opcją, którą Dowódca ma do dyspozycji”.
USA nie odpuszczą
Jak podaje Reuter, wysoki rangą przedstawiciel administracji Donalda Trumpa potwierdził, iż temat przejęcia Grenlandii „nie odejdzie” – i to niezależnie od tego, jak podejdą do tej kwestii dowódcy NATO. Wtóruje mu Stephen Miller, który w wywiadzie dla powiedział: „Żyjemy w świecie (…), którym rządzi siła”. Miller to jeden z najważniejszych doradców Trumpa – i jest on pewny, że sojusznicy Stanów Zjednoczonych nie będą z nimi walczyć o Grenlandię. Skąd wynika to przekonanie?
Otóż z faktu, że USA nadal chcą być szeryfem, ale takim, który może działać niezależnie od głosów oburzenia. Jak powiedział Miller: „Stany Zjednoczone są potęgą NATO. Aby Stany Zjednoczone mogły zabezpieczyć region Arktyki, chronić i bronić NATO i interesów Sojuszu, Grenlandia powinna być częścią Stanów Zjednoczonych”.
Tagi: USA, Grenlandia, NATO