Subtelność nie jest najmocniejszą stroną obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, dlatego świat przyzwyczaił się już do traktowania jego wypowiedzi z pewnym dystansem. Czy jednak twierdzenie Donalda Trumpa o „dwóch psich zaprzęgach” mających bronić Grenlandii ma coś wspólnego z rzeczywistością? Owszem, ma – z tym że zaprzęgów jest sześć. I nie są to pieski kanapowe.
Sirius Dog Sled Patrol – jednostka do zadań specjalnych
Duńskie siły zbrojne (Joint Arctic Command) mają w swoich szeregach elitarną jednostkę wojskową zwaną Sirius Dog Sled Patrol (w oryginale: Slædepatruljen Sirius). W jej skład wchodzi kilkunastu żołnierzy pracujących w parach i poruszających się po lodzie i śniegu z użyciem psich zaprzęgów. Jednostka powstała w 1941 roku celem przeprowadzania patroli w odległych, północno-wschodnich częściach wybrzeża Grenlandii. Jej działalność skutecznie ograniczała działalność Niemców, którzy utworzyli sobie na wyspie wiele tajnych stacji meteorologicznych mających wspierać operowanie U-Bootów i pomagać w przewidywaniu pogody w Europie. Odkrycie istnienia tych stacji przez patrol psich zaprzęgów wymiernie wspomogło aliantów w czasie bitwy o Atlantyk oraz utrudniło III Rzeszy działania w Europie.
OK, ale to było 85 lat temu – dlaczego w XXI wieku Duńczycy nadal wykorzystują psy? Czy nie lepiej byłoby użyć sprzętu zmechanizowanego? Otóż nie; rzecz w tym, iż teren jest naprawdę trudny, pogoda ekstremalna, do najbliższego mechanika daleko, a psy stanowią niezawodne i, co tu dużo mówić, sprawdzone rozwiązanie. Na dodatek nie wymagają paliwa, więc nie trzeba go ze sobą wozić (bo stacji benzynowych też tam nie ma). To jednak dopiero początek psich supermocy.
Co może pies na Grenlandii?
Przede wszystkim – może pomóc człowiekowi przeżyć. Psie zaprzęgi nie są przecież złożone z poczciwych mopsików ani chihuahua – to głównie psy rasy Greenland Dog (Kalaallit Qimmiat) przypominające sylwetką husky i hodowane na Grenlandii od tysiąca lat, kiedy to lud Thule (pradziadowie dzisiejszych Inuitów) sprowadził je z terenów dzisiejszej Syberii. Są odporne na zimno, wytrzymałe i stworzone do pracy, a z uwagi na cechy fizyczne (wyjątkowo grube futro i znaczna siła fizyczna) są też przystosowane do ciągnięcia ciężarów w ekstremalnie trudnych warunkach. Na dodatek potrafią na bieżąco monitorować zagrożenia takie, jak cienki lód czy obecność drapieżników, a spotkanie z niedźwiedziem polarnym to sytuacja, której naprawdę lepiej byłoby uniknąć.
Wszystko to sprawia, że psie zaprzęgi stanowią najlepsze rozwiązanie w przypadku konieczności monitorowania rozległego i bardzo trudnego terenu, jakim jest Grenlandia; rzecz jasna, wbrew temu, co mówi prezydent USA, nie są one jedynym elementem systemu obronnego wyspy. Do tej pory Dania utrzymywała na Grenlandii 250-300 żołnierzy podlegających Dowództwu Arktycznemu w Nuuk, jednak teraz, gdy Amerykanie podkreślają jej brak zaangażowania w obronę wyspy, zdecydowała się wzmocnić ten kontyngent.
Duńczycy na Grenlandii
Wzmocnienie obrony Grenlandii w obliczu zakusów prezydenta Stanów Zjednoczonych „nie wykluczającego” przejęcia wyspy siłą nie pozostanie obojętne dla reszty krajów europejskich, w tym dla Polski.
I nie chodzi o zapowiadane przez niektórych polityków wysyłanie „wspólnych wojsk europejskich”, bo takowych nie ma – a gdyby były, pozostaje pytanie, kto miałby je utworzyć, utrzymać, wyszkolić i co najważniejsze – kto by nimi dowodził? Rzecz w tym, iż duńska marynarka jest teraz zaangażowana w zapewnienie bezpieczeństwa na Morzu Bałtyckim w ramach skoordynowanych działań natowskich. Siłowe przejęcie Grenlandii przez USA oznaczałoby praktycznie koniec NATO – a to bardzo ponury scenariusz dla naszej części świata.
Tagi: Grenlandia, psy, zaprzęgi, Sirius Dog Sled Patrol, Dania, NATO